matka karimatka

Pobyt w szpitalu z dzieckiem daje więcej niż pięć lat na socjologii i kilku fakultetów na zoologii. O ludziach wiem już wszystko.
1. Że roczne dziecko nie potrafiąc jeszcze chodzić, mówić, nawet nie bardzo gaworząc, spędza cały dzień na smartfonie zmieniając playlisty na YouTubie. I że istnieje disco-polo dla dzieci, wróć dla niemowlaków.
2. Że trzeba sobie zrobić dziewczynę, bo chłopca to nie warto – „innej babie będziesz chłopa chować?”.
3. Że w sumie to nie jest takie złe jak dziecko ryczy. Złe jest, kiedy ryczą cztery na raz, a po tyle jest na sali.
4. Że matki-karimatki po nocach robią krechy z teraflu, ukradkiem w kuchni, w końcu przebywanie osób chorych na oddziele jest zabronione.
5. Że po takim pobycie można zrozumieć ideę pedagogów, którzy uważali, że trzeba jak najszybciej dziecko od rodzica „zabrać” – wierzcie mi najgorszy żłobek da więcej dziecku niż matka, która na nie cały dzień krzyczy: „czemu ty jeszcze nie śpisz?” na zmianę z „znowu się osrałaś?” jednocześnie obrabiając farmę na fejsie.
6. I że można tęsknić do czasów, kiedy grypa oznaczała, że można było po prostu ją odespać (bo jak leczyć siebie mając chore dziecko?)
7. Że matkom powinni zabierać smartfony. Nie dziwię się, dlaczego potentaci z Doliny Krzemowej wysyłają swoje dzieci do konserwatywnych szkół, gdzie nie mają dostępów do komputerów. Technologia pogłębia społeczne różnice – ta serwowana zbyt szybko robi z dziecka autystę.
8. Że są osoby, które w czasie ciszy nocnej rozmawiają ze swoimi mężami na głośnomówiącym i oglądają Greya bez słuchawek (TO SIĘ DZIAŁO NAPRAWDĘ!)
I choć były szalone te moje matki, choć usypiają dziecko z pieluchą w buzi, to łączy nas jedno, kiedy zapytałam stojącej pod gabinetem pielęgniarek kobiety „czy nie pozwalają zostać na pobranie?” odpowiedziała odwracając się do okna: „nie, ale może to i lepiej”. Z oczu pociekły jej łzy, kiedy maluszek zawył.
Mi pozwolili. Bolało bardziej niż gdyby mi tę igłę w serce wkuwali.

PS I żeby nie było, autorka też jest matką-karimatką, więc z czego się śmiejecie? Z samych siebie!

 

zostań czytelniczym Bondem

Ktoś mnie kiedyś zapytał, czy może kupić same grzbiety książek, bo chciałby zakryć sobie elektronikę w salonie. (To trochę jak zapytać ornitologa, czy wie gdzie kupić wypchane ptaki). Przypomniała mi się scena z „Doktora NO”, kiedy agentka jej królewskiej mości przed nadaniem komunikatu rozsuwa półkę z książkami – okazuje się, że grzbiety były namalowane. Nadaje komunikat i chwilę później ginie. Tak to się kończy, kiedy zdziera się książkom grzbiety.

Wtedy do akcji wkracza James Bond.

Co można zrobić, żeby zwiększyć czytelnictwo w Polsce? Nie chcę przytaczać powszechnie znanych argumentów za czytaniem, skupię się na jednym, który sama wymyśliłam i póki co nie zleciłam jeszcze badań amerykańskim naukowcom. Continue Reading

11 zalet bycia rodzicem

Odkąd jest z nami Grześ nasze życie stało się musicalem. Nie jest to co prawda „Laland” (no może poza sceną z alternatywnym zakończeniem), ale improwizacji tu sporo! Śpiewamy przy przewijaku, w kapciach, z grzechotką w ręce, gramy na garnkach, wyciskamy d-moll z foli termicznej, c-dur z butelki wypełnionej makaronem. Śpiewamy wypuszczając z siebie wiązanki rymów częstochowskich, łączymy je z neologizmami, oprószamy wstawkami z fińskiego. Jesteśmy jak łozówki – didżeje wśród ptaków („Ich śpiew to genialna kompilacja zasłyszanych dźwięków”*). Bycie rodzicem ma jeszcze 11 innych zalet. Oto one:Continue Reading

niemowlę też człowiek

Wyobraźcie sobie, że jeszcze w latach 80. w USA przeprowadzano u niemowląt operacje na otwartym sercu. Uważano bowiem, że maluszki nie czują bólu. Prawda była tak, że anestezjologia nie była jeszcze tak rozwinięta i lekarze bali się znieczulać bobasy. Dzieciaczki często umierały po takich zabiegach od nadmiaru stresu. Sytuację zmieniła kampania matki, której dziecko przeszło taki zabieg – ona była pewna, że jej szkrab czuje ból.Continue Reading

matka polka bułgarka

Nigdy nie byłam wielką fanką dzieci, filmiki na jutubie z dziećmi zaczęły mnie śmieszyć dopiero odkąd mam własne(go) i nie miałam zbyt wielu wyobrażeń o rodzicielstwie poza tym, że będzie mniej więcej po staremu plus dziecko. Nie sądziłam, że dziecko aż tak przemebluje mózg. Że kwestią kluczową będzie porównywanie testów mat piankowych na zawartość formamidu, przegląd składu szczepionek czy analiza metod Montessori czy Gordona. Choć zmieniło się wszystko, to teraz czuję się jak Harry Potter, kiedy odnalazł kamień filozoficzny*. Zamieniam zwykłe chwile w złoto. (No dobra, czasem przydałaby się różdżka z ulicy Pokątnej i zaklęcia w stylu: durmierunt lub nonclamabit**).

grzes

Macierzyństwo jest bowiem jak labirynt w trzecim zadaniu Turnieju Trójmagicznego. Każdy dzień funduje jakieś atrakcje przy których wyczyny Beara Gryllsa to pikuś. Kilka wyimków ze szkoły przetrwania:Continue Reading