Wiosna zaczyna się w Murcii

Dumni są mieszkańcy Murcii. To w ich mieście rozpoczyna się wiosna. Tego dnia nawet gimbaza wkłada stroje ludowe i na ludowo pije po parkach. Całe miasto jest przebrane, a my w zwykłych ciuchach wyróżniamy się jak szczury w mrowisku.

DSC05804

Oprócz strojów ludowych, wszędzie kiełbasy! Przewieszone przez ramy rowerowe, jadą na wozach kolorowych…Continue Reading

Puerto de Mazarron

Plażę w Puerto de Mazarron okalają hacjedy wypreparowane z meksykańskich telenowel. Globus kręci się pijany i mylą mi się strony Atlantyku. Hiszpański na językach i kolory na twarzach ludzi. W jednej hacjendzie okna się otwierają, w drugiej zamykają. Jedni się budzą, inni idą spać. Przed domkami niewielkie werendy niczym sceny teatralne: na jednej właśnie kończą obiad przed sjestą, na innej dopiero pojawiają się aktorzy po całonocnej fieście.

dav

Continue Reading

Gibraltar

W ostatnim hiszpańskim barze przed granicą stare kobiety sprzedają papierosy z przemytu. Gdyby nie palące słońce to pomyślałabym, że jestem na przejściu w Medyce. Barmance nie chce się robić churriosów, za to kawę mają świeżo paloną. Radio gra po hiszpańsku, telewizor po angielsku.

W barze oprócz nasz siedzą mężczyźni o wyglądzie korsarzy z Karaibów.  Są głośni i pozdrawiają każdego przechodnia –  kobietę w burce, murzynów w kapeluszu, Marokańczyka bez zębów. Zhiszpaniały Angol wyprowadza na spacer dwa czarne labradory, choć może jest na odwrót, bo psy trzymają w gębie smycz. Sprzedawca losów na loterię okrąża stoliki – każdy kupuje. Ma przewieszone przez ramię trzy skórzane sakwy, ale losy drukuje z przenośnego terminala.Continue Reading

filijki

Hokej, milataria, filmy wojenne. Moja współlokatorka w akademiku w Ljublanie miała nietypowe jak na dziewczynę zainteresowania. Wojskowe odznaki łączyła ze wszystkim co było sparkle i anyżowe. Piła siedem kaw – w nocy. Ella była Finką i mimo początkowego dystansu (Ella żyła w nocy jakby brakowało jej skandynawskich ciemności) zaprzyjaźniłyśmy się. W wolnych chwilach oglądałyśmy islandzką ligę koszykarską, w której grał jej chłopak. To pod jej wpływem napisałam licentancjat z filmów wojennych, skończyłam fakultet z historii militarnej, byłam na meczu koszykówki  i zaczęłam mówić po angielsku przez sen. Kiedy powiedziała, że zbliża się święto narodowe Finlandii i ona z tej okazji przygotuje coś rdzennie fińskiego, trochę się wystraszyłam. Nie cierpię anyżu, lukrecji i całej tej skandynawskiej siatki smaków. Continue Reading

matka karimatka

Pobyt w szpitalu z dzieckiem daje więcej niż pięć lat na socjologii i kilku fakultetów na zoologii. O ludziach wiem już wszystko.
1. Że roczne dziecko nie potrafiąc jeszcze chodzić, mówić, nawet nie bardzo gaworząc, spędza cały dzień na smartfonie zmieniając playlisty na YouTubie. I że istnieje disco-polo dla dzieci, wróć dla niemowlaków.
2. Że trzeba sobie zrobić dziewczynę, bo chłopca to nie warto – „innej babie będziesz chłopa chować?”.
3. Że w sumie to nie jest takie złe jak dziecko ryczy. Złe jest, kiedy ryczą cztery na raz, a po tyle jest na sali.
4. Że matki-karimatki po nocach robią krechy z teraflu, ukradkiem w kuchni, w końcu przebywanie osób chorych na oddziele jest zabronione.
5. Że po takim pobycie można zrozumieć ideę pedagogów, którzy uważali, że trzeba jak najszybciej dziecko od rodzica „zabrać” – wierzcie mi najgorszy żłobek da więcej dziecku niż matka, która na nie cały dzień krzyczy: „czemu ty jeszcze nie śpisz?” na zmianę z „znowu się osrałaś?” jednocześnie obrabiając farmę na fejsie.
6. I że można tęsknić do czasów, kiedy grypa oznaczała, że można było po prostu ją odespać (bo jak leczyć siebie mając chore dziecko?)
7. Że matkom powinni zabierać smartfony. Nie dziwię się, dlaczego potentaci z Doliny Krzemowej wysyłają swoje dzieci do konserwatywnych szkół, gdzie nie mają dostępów do komputerów. Technologia pogłębia społeczne różnice – ta serwowana zbyt szybko robi z dziecka autystę.
8. Że są osoby, które w czasie ciszy nocnej rozmawiają ze swoimi mężami na głośnomówiącym i oglądają Greya bez słuchawek (TO SIĘ DZIAŁO NAPRAWDĘ!)
I choć były szalone te moje matki, choć usypiają dziecko z pieluchą w buzi, to łączy nas jedno, kiedy zapytałam stojącej pod gabinetem pielęgniarek kobiety „czy nie pozwalają zostać na pobranie?” odpowiedziała odwracając się do okna: „nie, ale może to i lepiej”. Z oczu pociekły jej łzy, kiedy maluszek zawył.
Mi pozwolili. Bolało bardziej niż gdyby mi tę igłę w serce wkuwali.

PS I żeby nie było, autorka też jest matką-karimatką, więc z czego się śmiejecie? Z samych siebie!