architektura smutku

Ponad 20% absolwentów studiów wyższych emigruje z Bułgarii.

I ponad 50% absolwentów medycyny.

Szóstego lipca w sejmie obradowała komisja ws. możliwego powrotu Bułgarów zza granicy.

Młodzi emigrują –  zostają balkony i windy. Architektura smutku.Continue Reading

paragony z Bułgarii

Samolot Poznań – Burgas szykuje się do lądowania. Morze Czarne („mamo, czy jak wejdę do Morza Czarnego to będę murzynem?”) ustępuje miejsca żółtym płachtom pól. Rodacy-Polacy na pokładzie komentują „pola rzepaku”. To nie rzepak, to słoneczniki! Ciągną się aż po horyzont. Wlatujemy w tę słonecznikową pocztówkę z pełnym obłożeniem miejsc. Kiedy czekaliśmy na lot powrotny widzieliśmy, że do Polski tylko jednego wieczoru odlatuje sześć samolotów. Lotnisko w Burgas kiedyś senne, jak to w Kutaisi, teraz zaczyna przypominać gwarną Hurghadę.Continue Reading

lutenica

Jeżeli nie macie skonkretyzowanych upodobań pamiątkarskich (zwiedzałam kraje Beneluxu z szacowną panią naukowiec, która z każdego miasta musiała przywieźć naparstek, co tam Atomium w Brukseli, kiedy najpierw trzeba znaleźć stragan z naparstkami ;)) i nie chcecie zamieniać swoich regałów w muzeum w stylu Arkadego Fidlera, to zdradzę Wam mój patent co zrobić, żeby pamiątki nie zagracały nam domu.

Przywieźć pamiątkę, którą można zjeść 🙂Continue Reading

Gare Bucureşti Nord

Przeczytałam rewelacyjną książkę „Bukareszt. Kurz i krew”. Po kilku średniawych reportażach („Każdy został człowiekiem” – papierowi, przerysowani bohaterowie, na których autor spogląda protekcjonalnie, niczym mędrzec przez szkiełko, „Białe” – nudnawe opisówki na fajny temat, autorka skacze po wątkach, brakuje dobrego szycia całości, dramaturgii) wreszcie coś co wbija w fotel, język, który przeszywa skórę i krąży po krwiobiegu jeszcze godzinami po odłożeniu książki – Małgorzata Rejmer pisze genialnie. I przypomina się Mały Paryż

Byłam w Bukareszcie 30 razy. Nie widziałam nic poza Gara de Nord. Nie, żebym nie chciała. Podróżując co roku do Bułgarii pociągiem mieliśmy przymusowy postój na dworcu kolejowym. Często doba, czasem noc. Noc na ławce obok bezdomnych i lekcja wychowania od mamy: „Niektórzy śpią na dworcu cały rok. Musicie docenić, że normalnie macie łóżko”. Co roku próbowaliśmy wyjść poza Garę de Nord, ale hordy psów czekające przed dworcem zaganiały nas z powrotem (spaceru nie ułatwiał fakt, ze podróżowaliśmy z Dżekiem, butnym fox-terierem). To co było za dworcem, to był inny, dziki świat. Continue Reading

miałeś mężu złotą obrączkę

Mój mąż w przerwie między swoimi pięcioma pracami, graniem w kapeli metalowej, remontem, znalazł nową pasję – triathlon. Chyba wynikało to z tego, że miał wolne co drugie wtorkowe popołudnie w miesiącu i jakoś musiał zagospodarować ten czas. No cóż, żona jako wierna groupies swojego męża, zarówno jeśli chodzi o odtańcowywanie pogo pod sceną, jak i sportowe wyczyny, wybrała się z nim na pierwsze, na rozgrzewkę, sztafetowe zawody do Charzyków.To miał być zwyczajny weekend w miłym towarzystwie…Continue Reading