filijki

Hokej, milataria, filmy wojenne. Moja współlokatorka w akademiku w Ljublanie miała nietypowe jak na dziewczynę zainteresowania. Wojskowe odznaki łączyła ze wszystkim co było sparkle i anyżowe. Piła siedem kaw – w nocy. Ella była Finką i mimo początkowego dystansu (Ella żyła w nocy jakby brakowało jej skandynawskich ciemności) zaprzyjaźniłyśmy się. W wolnych chwilach oglądałyśmy islandzką ligę koszykarską, w której grał jej chłopak. To pod jej wpływem napisałam licentancjat z filmów wojennych, skończyłam fakultet z historii militarnej, byłam na meczu koszykówki  i zaczęłam mówić po angielsku przez sen. Kiedy powiedziała, że zbliża się święto narodowe Finlandii i ona z tej okazji przygotuje coś rdzennie fińskiego, trochę się wystraszyłam. Nie cierpię anyżu, lukrecji i całej tej skandynawskiej siatki smaków. ella

Ella nastawiła laptopa i poszła do kuchni. 6 grudnia cała Findlandia ogląda uroczyste obchody odzyskania niepodległości. Zasiadłyśmy zatem uroczyście przed laptopem i wyczekiwałam tego jej fińskiego dania. Jakie było moje zdziwienie, kiedy przyniosła talerz filijek! Filijek, czyli chlebków zasmażanych w mleku, jajku i szczypcie mąki (najlepiej jedno jajko na dwie skibki dać). Jak to fińskie danie? Przecież to jest bułgarskie śniadanie! Moja babcia je przyrządza na zmianę z banicą, pitkami, topczeta i palaczinkami (naleśniki).

dav

Kiedy opowiedziałyśmy tę historię naszym koleżankom z Francji -powiedziały, że to rdzennie francuska sprawa! Nie, żeby było to bardzo skomplkikowane danie, ale mimo wszystko urocze było to, że każdy brał filijki za autochtonów :). To trochę jak z kawą po turecku (jest po bośniacku, po chorwacku…) czy szopską sałatą (na linii Grecja – Bałkany jest dużo sporów kulinarnych).

 

 

dav

No Comments

Post a Comment