zostań czytelniczym Bondem

Ktoś mnie kiedyś zapytał, czy może kupić same grzbiety książek, bo chciałby zakryć sobie elektronikę w salonie. (To trochę jak zapytać ornitologa, czy wie gdzie kupić wypchane ptaki). Przypomniała mi się scena z „Doktora NO”, kiedy agentka jej królewskiej mości przed nadaniem komunikatu rozsuwa półkę z książkami – okazuje się, że grzbiety były namalowane. Nadaje komunikat i chwilę później ginie. Tak to się kończy, kiedy zdziera się książkom grzbiety.

Wtedy do akcji wkracza James Bond.

Co można zrobić, żeby zwiększyć czytelnictwo w Polsce? Nie chcę przytaczać powszechnie znanych argumentów za czytaniem, skupię się na jednym, który sama wymyśliłam i póki co nie zleciłam jeszcze badań amerykańskim naukowcom.

Czytanie pomaga walczyć z depresją. Czytanie powieści. Choć obecnie na piedestale stawia się wszystko oklejone łatką „non-fiction”, to powieść jest tym gatunkiem, który leczy duszę. W reportażu, nawet tym literackim, narrator w większości przypadków jest obserwatorem. Tym samym czytelnik podchodzi do tematu przez pryzmat szkiełka i oka. Dobra powieść nadaje życiu ramy narracyjne. Osadza je w torach, sprawia, że czytelnik widzi swoje życie jako opowieść. Zresztą to nie przypadek, że wielkie religie, mity konstruują się wokół opowieści. W czasach, kiedy religia coraz częściej pełni funkcję kulturalną a nie duchową, współczesny człowiek sam musi skonstruować swój mit, swoją opowieść.

Miejsce psychologów mogliby zając konsultanci książkowi. Nie wiesz jak to się stało, że Amerykanie zagłosowali na Triumpa? Przeczytaj „Amerykaanę” Chimamandy Ngozi Adichie. Jesteś młodą matką i wychowanie potomstwa wydaje Ci się zajęciem, za które powinni oznaczać orderami? Przeczytaj „Jak pokochać centra handlowe?” Natalii Fiedorczuk etc. I przeciwnie, jeżeli nie masz nic wspólnego z tematem – tym bardziej przeczytaj, zwiększysz swoją empatię.

Kiedy pracowałam w radiu, wizualizowałam sobie ludzkie głosy jako fale dźwiękowe w Sound Forge (program do cięcia dźwięku). Każde zająknięcie skutkowało kleksem, który trzeba było wyciąć. Rozmawiając z jąkałą niecierpliwiłam się, bo widziałam w głowie, nawet nie nagrywając, dźwiękowe kluchy. Zastanawiałam się więc, czy moje książkowe tezy nie są li tylko, zwyczajnym zboczeniem zawodowym. Może tak jest. W końcu mój mąż ortopeda ocenia ludzi po tym jak chodzą, a zwłaszcza jak biegają i tym samym, kiedy trafią do gabinetu ortopedycznego ;). Każdy więc ma swoją nakładkę na rzeczywistość. Wydaje mi się jednak, że opowieść jest filtrem kluczowym, który nadaje życiu sens.

Szkoda, że umiera zawód krytyka literackiego. Że coraz mniej jest czasopism literackich. Książki się teraz pokazuje lub pokazuje się z książką. Sama jestem entuzjastką bookstagrama, ale na nim jesteśmy trochę jak małe dzieci. Kiedy byłam mała pokazywałyśmy sobie z koleżanką, która mieszkała w kamienicy naprzeciwko, książeczki. Skakałyśmy z radości, kiedy okazywało się, że mamy tę samą. To był prototyp instagramowego serduszka. Przyklejamy je, kiedy widzimy coś, co znamy lub jeśli coś jest ładne. Estetyzujemy przedmiot, a nie słowo. Coraz bliżej nam do jaskiniowców, o których pisał Kapuściński w „Lapidariach” – wracamy do kultury obrazkowej. Kto Ci powiedział, że rozwój musi być linearny? To chyba jednak sinusoida.

Gdyby James Bond dostał zadanie uratowania książki przed zagładą, to co by zrobił? Najpierw zostałby Justinem Biberem i potem reklamował powieści? Nieee, wiele osób chyba tak myśli i mamy wysyp książek celebryckich. (74-latek z USA trafił do aresztu po tym jak zniszczył 6 egzemplarzy książki Kim Kardashian. Miał dość książek celebryckich. Więcej TUTAJ.) Może książkowe wyprawki dla noworodków po wyjściu ze szpitala? Z kontrastową książeczką, zaproszeniem do biblioteki i broszurą, która wskazuje na zalety płynące z czytania. Nurtuje mnie to pytanie i póki co nie znalazłam na nie wystarczająco dobrej odpowiedzi, tymczasem zapraszam i na mojego bookstagrama na snobistyczne pokazywanki. Uważam bowiem, że to jedyny słuszny snobizm – na czytanie!  Oprócz książek, serwuje też dwanaście kilo kotów :).

PS Tymczasem zaczynam spamować antologią „Nikomu się nie śniło”. Polecam Waszej uwadze ten zbiór opowiadań, nie tylko dlatego, że jest tam moja „Sąsiadka”, ale dlatego że całość prezentuje się naprawdę zacnie. Antologia jest owocem eksperymentu literackiego, a cechuje ją niezwykła różnorodność stylów i tematów. Dochód ze sprzedaży zostanie przeznaczony na rehabilitację Grzegorza – strażaka, który ucierpiał w pożarze. Książkę możecie zamówić np. TUTAJ.
Wykupione frazy i słowa, których użyłam:blog

Słowa (wspierający): artroskopia (Thomas Satori), anemon (Marta Kaczanowska), czochrać (Marta Żarek), Bydgoszcz – Fardon (Jędrzej Majchrzak), różowe paski (Fuczak Gołąbek) w dupę (AndreW Leconte), wolne konopie (Barbara Różycka i Łukasz Boruc)

Imiona (wspierający): Manio (Ola Nawrocka)

Frazy (wspierający):, poziomki w doniczce (Sylwia Chutnik), stary, wytarty miś, przytulanka Maćka (Anna Sobczak), wyglądasz mi na taką, co lubi rabarbar (Cypcuki)

Rekwizyty: Stary wytarty miś, przytulanka Maćka, prezent ślubny rodziców. Miś przez 7 lat został bardzo mocno wyprzytulany, wygnieciony, wyprany, tak więc z puchatego zwierzaka została tylko głowa, a reszta ciała przypomina po prostu szmatkę. Bez misia nie ma spania. (Anna Sobczak)

 

 

 

No Comments

Post a Comment